17/05/2026
Te maleńkie kompozycje, przypominające miniaturowe obrazy, powstawały z tysięcy drobnych kawałków szkła układanych ręcznie. Trudno uwierzyć, że ktoś robił to bez współczesnych narzędzi i powiększeń. A efekt? Miniaturowe pejzaże, ruiny Rzymu, kwiaty, ptaki czy sceny rodzajowe zamknięte w broszkach, kolczykach i medalionach. W XIX wieku turyści przywozili takie rzeczy z Włoch jako luksusowe pamiątki — trochę jak dzisiejsze „muszę coś przywieźć z wyjazdu”, tylko w wersji absolutnie pięknej.
Prace ze zdjęć pochodzą z kolekcji Rosalindy i Arthura Gilbertów, która powstawała przez kilkadziesiąt lat i dziś uznawana jest za jedną z najważniejszych prywatnych kolekcji sztuki dekoracyjnej XX wieku. Można je oglądać w Victoria and Albert Museum w Londynie.
Sir Arthur Gilbert (1913–2001), brytyjski przedsiębiorca i kolekcjoner, miał polskie korzenie, jego rodzice byli emigrantami z Polski . Wraz z żoną, projektantka mody Rosalindą Gilbert, (1913–1995), której nazwisko przyjął, zaczął budować kolekcję w latach 60. XX wieku. Początkowo interesowały ich głównie złote tabakierki, przedmioty ze srebra oraz emalie, ale z czasem ogromną część zbioru zaczęły stanowić także mikromozaiki — niewielkie dzieła tworzone głównie we Włoszech, szczególnie w Rzymie, od końca XVIII do XIX wieku.
Mikromozaiki wykonywano z tysięcy maleńkich szklanych elementów zwanych tesserae. Najbardziej precyzyjne prace powstawały w XIX wieku w rzymskich warsztatach związanych m.in. z Watykańską Pracownią Mozaiki. Wiele z nich trafiało do podróżników odwiedzających Włochy podczas słynnego Grand Tour — edukacyjnych podróży po Europie popularnych wśród arystokracji i zamożnych kolekcjonerów.