07/06/2026
Szanowni Mieszkańcy,
Udostępniam, bo trudno się z tym nie zgodzić.
Radny nie jest od tego, by zawsze głosować tak jak większość. Jest od tego, by myśleć samodzielnie, zadawać pytania i podejmować decyzje zgodnie z własnym sumieniem oraz dobrem mieszkańców.
Warto przeczytać.
🩸„Jesteś złym radnym, bo nie głosujesz tak jak inni”.
To jedno zdanie, znalezione pod jednym z wpisów, zatrzymało mnie na dłużej. Nie dlatego, że jest wyjątkowe. Zainteresowało mnie dlatego, że być może nieświadomie odsłania pewien sposób myślenia o samorządzie, który w wielu miejscach działa od lat. Bo właściwie co oznacza taki zarzut? Czy radny rzeczywiście staje się „złym radnym” w chwili, gdy zaczyna głosować inaczej niż większość? A może problem nie polega na tym, że głosuje źle, lecz na tym, że głosuje samodzielnie?
W demokratycznym państwie odpowiedź wydaje się oczywista. Mandat radnego jest mandatem wolnym. Radny nie jest związany instrukcjami wyborców, poleceniami przewodniczącego klubu, oczekiwaniami wójta, burmistrza czy starosty. Powinien kierować się własną oceną sytuacji, wiedzą, doświadczeniem oraz interesem wspólnoty samorządowej. Tak przynajmniej wynika z teorii. Praktyka bywa bardziej skomplikowana.
W wielu radach można zaobserwować nieformalny podział na „swoich” i „obcych”. Na tych, którzy głosują zgodnie z oczekiwaniami większości, oraz tych, którzy od czasu do czasu podnoszą rękę w innym kierunku. I właśnie wtedy zaczynają się problemy. Nagle pojawiają się pytania:
▪️Dlaczego się wyłamujesz?
▪️Po co komplikujesz sprawę?
▪️Wszyscy już się dogadali.
▪️Przecież wiadomo, jak trzeba zagłosować.
Samo słowo „wyłamywanie się” jest zresztą bardzo charakterystyczne. Zakłada bowiem, że istnieje jakiś właściwy kierunek, od którego nie należy odstępować. Tymczasem rada gminy nie jest oddziałem wojskowym, a radni nie są zobowiązani do wykonywania rozkazów. Rada jest organem kolegialnym. Jej siłą powinno być zderzanie argumentów, a nie automatyczne potwierdzanie wcześniej podjętych ustaleń.
Co ciekawe, podobne mechanizmy od dawna opisuje psychologia społeczna. Człowiek funkcjonujący w grupie odczuwa naturalną presję dostosowania się do większości. Chce uniknąć konfliktu, krytyki i odrzucenia. W efekcie często zgadza się z opinią grupy nawet wtedy, gdy ma wątpliwości. To zjawisko nie dotyczy wyłącznie polityki. Występuje w firmach, urzędach, organizacjach społecznych i rodzinach. Samorząd nie jest tutaj wyjątkiem.
Problem pojawia się wtedy, gdy zgodność zaczyna być traktowana jako wartość sama w sobie. Gdy ważniejsze staje się to, żeby wszyscy głosowali tak samo, niż to, czy podejmowana decyzja jest rzeczywiście najlepsza. W historii zarządzania i administracji wielokrotnie wskazywano, że organizacje popełniają najpoważniejsze błędy właśnie wtedy, gdy zanika wewnętrzna dyskusja. Kiedy nikt nie zadaje niewygodnych pytań. Kiedy wszyscy przytakują. Kiedy krytyczne myślenie zostaje zastąpione potrzebą utrzymania zgody.
Paradoksalnie więc osoba zgłaszająca wątpliwości może pełnić niezwykle ważną funkcję.
Nie dlatego, że zawsze ma rację, że każda decyzja większości jest błędna. Ale dlatego, że zmusza innych do ponownego przemyślenia argumentów.
Dobrze funkcjonująca rada potrzebuje zarówno większości, która potrafi podejmować decyzje, jak i ludzi gotowych zadawać pytania. Potrzebuje także odwagi intelektualnej. Bo nie jest łatwo głosować inaczej niż wszyscy. Zwłaszcza w małych społecznościach, gdzie każdy każdego zna. Gdzie po sesji trzeba spojrzeć sobie w oczy w sklepie, na festynie, podczas lokalnych uroczystości czy w kościele. Gdzie różnica zdań bardzo szybko bywa osobistą wojną.
Dlatego wielu radnych wybiera bezpieczniejszą drogę. Nie wychylać się. Nie zadawać trudnych pytań. Nie narażać się.
Nie psuć atmosfery.
To zrozumiałe z ludzkiego punktu widzenia.
Nie służy jednak mieszkańcom.
Mieszkańcy nie wybierają przecież radnych po to, żeby byli elementem dekoracyjnym podczas sesji. Nie wybierają ich również po to, by bezrefleksyjnie zatwierdzali wszystkie propozycje pojawiające się na stole. Wybierają ich po to, aby reprezentowali różne poglądy, doświadczenia i punkty widzenia.
Demokracja lokalna nie polega na jednomyślności. Polega na tym, że różni ludzie mogą mieć różne zdania, a mimo to wspólnie funkcjonować w ramach jednej wspólnoty. Dlatego warto czasem ostrożnie podchodzić do ocen typu: „to dobry radny” albo „to zły radny”. Bardzo często kryje się za nimi nie analiza pracy danej osoby, lecz zwykła odpowiedź na pytanie: „czy głosuje tak jak ja bym chciał?”. A to już nie jest to samo.
Być może więc warto spojrzeć na sprawę inaczej. Może nie każdy radny głosujący odmiennie jest od razu buntownikiem. Nie każdy głos sprzeciwu jest przejawem konfliktowości. Może czasami ten najbardziej krytykowany człowiek przy stole po prostu wykonuje swoją pracę dokładnie tak, jak powinien.
Bo istotą mandatu radnego nie jest zgadzanie się z większością.
Istotą mandatu radnego jest samodzielne myślenie.
A demokracja zaczyna się właśnie tam, gdzie człowiek ma odwagę powiedzieć:
„Szanuję Państwa zdanie, ale w tej sprawie uważam inaczej.”
Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😀😀 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy