19/08/2026
Przez całe lata nie doceniałam wagi odpoczynku. Nie drzemki po obiedzie, ale takiego głębokiego, który pozwala zapomnieć o obowiązkach, terminach i problemach. Myślałam, że pracując bez wytchnienia po prostu zrobię więcej. Tymczasem od 3 lat doświadczam zbawiennego działania dłuższych wyjazdów. Takich, gdy po pewnym czasie tracisz rachubę czasu i nie wiesz, który to dzień tygodnia.
Nie przestaje mnie jednocześnie zaskakiwać fakt, jak wiele pomysłów przychodzi mi podczas wędrówki po górach czy kąpieli w jeziorze. Na dodatek po powrocie do pracy wszystko idzie mi szybciej- znajduję rozwiązania problemów, które dręczyły mnie od dawna, nie rozkminiam wszystkiego po 100 razy, po prostu działam, a efekty są lepsze niż wcześniej.
A jak u Was z dawaniem sobie prawa do odpoczynku? Potraficie się wyłączyć czy po trzech dniach leniuchowania majtacie nóżkami żeby już wracać?